Od antykoncepcji przez in vitro do aborcji

Browse By

W jednym z numerów Gościa Niedzielnego niezwykle poruszyło mnie świadectwo Jacka Szulca, kiedyś lekarza jednej z największych klinik in vitro w Polsce. Z wywiadu dowiedziałem się m. in. jakie są dane dotyczące (nie)skuteczności zapłodnienia in vitro, ile zarabiają firmy biorące udział w programie, jaki jest wpływ zażywania środków antykoncepcyjnych na płodność kobiety i kiedy in vitro towarzyszy aborcja. Poniżej fragment wywiadu. Polecam zapoznanie się z całością, dostępną pod linkiem: Bóg wyciągnął mnie z in vitro.

W 2014 roku, według oficjalnych danych Ministerstwa Zdrowia, już po wejściu programu rządowego, 8685 par zakwalifikowano do procedury in vitro. Jeśli każda z tych par miała sześć zapłodnionych zarodków – takie były wymagania programu – to mamy 43 tysiące zarodków, choć mogło powstać więcej. Z tego uzyskano 2599 ciąż. (…) urodziło się tylko 214 dzieci. Czyli 2385 ciąż kobiety poroniły, a 40 tys. dzieci zginęło na wcześniejszym etapie.

Firma, która produkuje leki potrzebne w programie in vitro, za kwartał wykazuje zyski opiewające na 11 mld dolarów. (…) Są też firmy, które mają sprecyzowany plan: najpierw sprzedają młodym dziewczynom antykoncepcję, czyli coś, co zniszczy ich płodność, a potem leki do stymulacji jajeczkowania w in vitro. Wiedzą, że po 35. roku życia te same dziewczyny, które kupiły od nich antykoncepcję, będą pracowały na ich dochody w klinikach in vitro. (…) 90 proc. pań, które przychodzą do mojego gabinetu z problemem płodności, ma krótszy lub dłuższy epizod brania hormonalnych środków antykoncepcyjnych.

(…) pary zgłaszające się do klinik in vitro muszą zgodzić się na poczęcie przynajmniej sześciorga dzieci. Pięcioro mrożą. Często, gdy pojawi się ciąża z jednego zarodka, nie wracają po resztę.

Podobne Artykuły
  • Andrzej Borys

    In vitro nie jest możliwe bez elementu selekcji, a wyboru dokonuje zootechnik w laboratorium – to po prostu amoralne i niegodziwe.